Zadośćuczynienie i odszkodowanie za represje
Po 1989 roku najpierw pojawiła się możliwość dochodzenia odszkodowania za okres uwięzienia/internowana w kwocie do 25 tys. zł. To było jak naplucie w twarz za niemal roczną odsiadkę. Poza tym nie działałem dla pieniędzy. Polska stała się demokratycznym państwem. Były wolne wybory. Raz wygrywała lewica, raz prawica. O to nam na chodziło przełomie lat 1970/1980.
Po pewnym czasie jednak sytuacja się zmieniła. Wygrali narodowi socjaliści i pokazali na co ich stać. Nie była to jeszcze totalna dyktatura, ale umiejętne kupowanie wyborców aby utrzymać się u władzy i zapewnić swoim działaczom komfortowe życie. Rosły fortuny. Bezwstydnie obłowili się Biereccy i Obajtkowie. Nie dlatego, że stworzyli coś wartościowego, ale dlatego, że byli w układzie. Wobec takiego upadku moralności doszedłem do wniosku, że moje wcześniejsze hamulce stały się nieaktualne.
Zacząłem szukać prawnika, który wywalczyłby mi "godziwe" odszkodowanie. Były nawet propozycje reprezentowania mnie "pro bono", ale ja przyszło co do czego - nic z tego nie wychodziło. Przeciętne stawki oscylowały wokół 10-15% wywalczonej kwoty. Za radą Jarosława Macieja Goliszewskiego swoją sprawę zleciłem adwokatowi Antoniemu Łepkowskiemu. Zredagował i połowie 2021 roku złożył w sądzie stosowny wniosek.
Sąd w lipcu 2021 wystąpił do IPN o moje materiały. IPN sią nie spieszy. O dziwo pierwsza rozprawa została wyznaczona już w maju 2022. Stawiłem się w sądzie i okazało się, że wszystko jest na poważnie. Odniosłem wrażenie, że sąd, prokurator oraz przedstawiciel skarbu państwa starają się wyłapać z moich wypowiedzi te elementy, które mówią o braku przemocy w więzieniu i pomocy żywieniowej z zachodu. Ogólnie - urlop na koszt państwa.
7 czerwca 2022 w portalu sądowym pojawiła się informacja o nadejściu korespondencji z Komendy Stołecznej Policji. Zamówiłem akta, żeby się z tą korespondencją zapoznać. Strata czasu. W aktach tego pisma nie było. Ostatnią kartą był faks do KSP.
Parę dni później odebrałem kopię płyty CD przesłanej przez IPN. Na płycie była zawartość mojej teczki z czasów opozycji i materiały z internowania. Dołączony był też spis internowanych z województwa sandomierskiego, chyba z nadgorliwości IPNu. W spisie było nazwisko Satara Zbigniew urodzony w 1951 roku. Podobnie, ale to nie ja. Następnego dnia portal sądowy poinformował mnie, że w sprawie o odszkodowanie pani sędzia Jolanta Marek-Trocha będzie wałkować mój rozwód. Niech sobie wałkuje.
Pani rada prawna została zastąpiona przez inna panią, co wcale nie zmieniło nastawienia komendanta policji. Moje papiery rozwodowe nadeszły. Nie było w nich niczego szczególnego poza wzmianką, iż do rozwodu mogło się przyczynić internowanie. Sąd uparcie dopominał się dokumentów z Załęża, Piasków i w końcu IPN-Kielce. Niczego nie dostał, bo materiałów nie było.
Na ostatniej rozprawie piękną mowę wygłosił mecenas Antoni Łepkowski. Wzruszyłem się. Na ogłoszenie wyroku nie poszedłem, bo złapał mnie Covid. Wprawdzie dobrze się czułem, ale z pewnością rozsiewałem wirusy. Zdecydowałem się nie składać apelacji, ale złożył ją komendant policji.
Ciąg dalszy jest tutaj.
Po zakończeniu postępowania przed Sądem Apelacyjnym w połowie maja 2024 akta wróciło do Sądu Okręgowego, a ten przekazał sprawę do XV Wydziału Wykonywania Orzeczeń.
Do pobrania: